Aktualności

Beskidy

Beskidy: akcja GOPR na Wielkiej Raczy

Czterech młodych turystów, którzy szli na Wielką Raczę w Beskidzie Żywieckim, uratowali w poniedziałek wieczorem ratownicy grupy beskidzkiej GOPR.

Wychłodzonych i z lekkimi obrażeniami zostali zwiezieni skuterami do schroniska – poinformował GOPR.

Ratownik dyżurny grupy beskidzkiej GOPR w Szczyrku Edward Golonka powiedział, że turyści zbliżając się już do szczytu, opadli z sił. Wezwali na pomoc ratowników. Skarżyli się, że mają odmrożenia i nie są w stanie iść dalej. Goprowcy wyjechali po nich na skuterach śnieżnych. Późnym wieczorem dotarli do turystów i zwieźli ich do schroniska pod Wielką Raczą.

Czwórka młodych ludzi w wieku do 25 lat wybrała się na Wielką Raczę (1236 m n.p.m.) czerwonym szlakiem ze Zwardonia. W sezonie turystycznym, aby pokonać tę trasę, potrzeba ok. 5 godzin. Zimą, zwłaszcza gdy warunki są tak trudne jak obecnie, zajmuje to jeszcze więcej czasu. W poniedziałek temperatura w tym rejonie sięgnęła -20 stopni C. W górach jest też sporo śniegu.


Góry

Ratownicy: kosztami akcji nie powinni być obarczani turyści

Kilkaset akcji przeprowadzili od początku tego roku ratownicy z GOPR-u i TOPR-u. Kilkadziesiąt z nich dotyczyło poszukiwań osób, które zabłądziły w górach. Ratownicy przyznają, że te interwencje są bardzo kosztowne; ich zdaniem kosztami jednak nie można obarczać turystów.

Zdaniem GOPR-owców kwestia finansowania akcji ratowniczych wymaga rozważenia i dyskusji, bo coraz trudniej jest im utrzymać się z dotacji z budżetu państwa. Ale podkreślają, że dyskusja na temat systemu finansowania akcji ratowniczych i systemu ubezpieczeń powinna być przemyślana, tak aby - jak mówi wieloletni ratownik, poseł PO Piotr Van der Coghen - "nie wylać dziecka z kąpielą".

Kwestie finansowania ratownictwa górskiego do niedawna regulowała ustawa o finansach publicznych oraz ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Środki na ten cel przekazywane były z budżetu państwa oraz pochodziły ze źródeł własnych organizacji. Obecnie przepisy te reguluje ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, która weszła w życie w styczniu br.

Zgodnie z nią akcje finansowane są w ramach dotacji celowych przyznawanych z części budżetu państwa przez szefa MSW, z dotacji przydzielanych przez jednostki samorządu terytorialnego oraz z części opłat pobieranych za wstęp i udostępnienie wejścia do parku narodowego lub krajobrazowego, a także od sponsorów.

Od lat pojawiają się jednak głosy, że powinno być opracowane rozwiązanie umożliwiające pokrywanie kosztów akcji np. poprzez obowiązkowe ubezpieczanie się osób idących w góry. Tym bardziej że koszt takiej akcji ratowniczej może wynieść nawet kilkaset tysięcy zł.

Pytana o sprawę rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak powiedziała PAP, że w resorcie nie są obecnie prowadzone prace nad nowymi rozwiązaniami w zakresie finansowania ratownictwa górskiego. Jak przypomniała ustawa, która weszła w życie w styczniu, reguluje te kwestie. "Na pewno będziemy analizować, jak sprawdzają się zawarte w niej przepisy" - dodała.

Jak podkreśla naczelnik podhalańskiej grupy GOPR Mariusz Zaród, "jesteśmy powołani po to, aby nieść pomoc ludziom w górach, każdy ratownik-ochotnik, przystępując do służby, składa przysięgę, która mówi, że bez względu na porę dnia i warunki pójdzie ratować potrzebujących. Jesteśmy po to, żeby pomagać, nigdy nie mówimy uratowanym turystom, że są nieodpowiedzialni".

Według niego karanie turystów za nieuzasadnione wezwania ratownicze w górach mogłoby spowodować, że ci, którzy by potrzebowali pomocy, obawialiby się wezwania ratowników górskich. Mogliby przy tym ryzykować np. "samodzielnym zejściem z gór”.

Podobnego zdania jest wieloletni ratownik, poseł PO Piotr Van der Coghen, ale - jak podkreśla - problem warto w jakiś sposób rozwiązać.

"Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż by się wydawało i tu nie ma prostego rozwiązania. Z punktu widzenia ludzi, którzy nie chodzą po górach, sprawa jest jasna. Jeśli ktoś idzie gdzieś i ryzykuje, a później oczekuje ratunku, to powinien być odpowiedzialny za to, co robi. Boję się jednak, że jeśli zostanie wprowadzona odpłatność za akcję, to będzie więcej tragedii" - zaznaczył w rozmowie z PAP.


Góry

Ostry mróz w górach nie odstrasza turystów

W górach od kilku dni utrzymuje się siarczysty mróz. Na szlakach nie brakuje turystów, a warunki dla narciarzy są dobre. W takich warunkach można wędrować po górach, ale tylko z odpowiednim wyposażeniem i doświadczeniem - przestrzegają ratownicy GOPR i zalecają odpowiedni ubiór.

Dobre warunki panują m.in. w Beskidach. Izabela Hudziak ze schroniska na Markowych Szczawinach w masywie Babiej Góry powiedziała, że na najbliższy weekend bardzo dużo miejsc jest zarezerwowanych. Turyści docierają także w ciągu tygodnia.

Znaczna część spośród tych, którzy wspięli się na Markowe Szczawiny decyduje się pójść dalej, na szczyt Babiej Góry. „Szlaki są przetarte, wydeptane. Dawno nie padał śnieg. Widoczność jest bardzo dobra. Turyści z tego korzystają. Siarczysty mróz im nie przeszkadza” – powiedziała.

Podobnie sytuacja wygląda na stokach narciarskich. Ratownicy GOPR poinformowali, że ruch jest średni. Goprowcy zalecają stosowanie odpowiedniego ubioru i zabezpieczenie twarzy. Warto mieć kominiarkę, a twarz posmarować tłustym kremem.

Ratownik dyżurny grupy beskidzkiej GOPR Łukasz Dunat zaapelował o ostrożność i rozsądek, zwłaszcza przy tak niskich temperaturach. Nie wszyscy turyści biorą sobie jednak takie rady do serca. Ratownicy otrzymali ostatnio sygnał, że z jednego ze schronisk przy silnym mrozie wyszedł na spacer ojciec z 10-letnią córką. Po dłuższym czasie sami się odnaleźli, ale sytuacja była poważna - podkreślił.

Goprowcy przestrzegają: z górami nie wolno igrać. Jak bardzo jest to niebezpieczne, pokazał niedawny przykład ponad 20 doświadczonych turystów z Bielska-Białej, którzy mieli ogromne kłopoty z zejściem ze szczytu Babiej Góry po załamaniu pogody. Akcja ratunkowa przebiegała w skrajnie trudnych warunkach.

W Tatrach w dolinach temperatura spada do około minus 30 stopni Celsjusza. Na szczytach, dzięki inwersji, jest cieplej. Termometry np. na Kasprowym Wierchu w piątek rano wskazywały minus 23 stopnie. Dzięki mrozowi i braku opadów śniegu w górach panuje najniższy stopień zagrożenia lawinowego. "W takich warunkach można wędrować po górach, ale tylko z odpowiednim wyposażeniem i doświadczeniem" – mówi PAP ratownik GOPR Michał Zmarz.

Wychodząc w góry należy pamiętać o odpowiednim, ciepłym ubraniu i obuwiu. Niezbędny jest termos z gorącą herbatą. Wędrówkę po górach mogą ułatwić kijki narciarskie lub rakiety śnieżne. W górach panują bardzo dobre warunki dla miłośników narciarstwa skiturowego (ekstremalnego).

Planując trasę wycieczki należy pamiętać, że dni są krótkie i około godz. 17 robi się ciemno. W miniony weekend w środku nocy ratownicy Podhalańskiej Grupy GOPR bezpiecznie sprowadzili z Lubonia w Gorcach grupę siedmiu harcerzy w wieku od 16 do 18 lat. Jeden z chłopców trafił do szpitala.

Na Hali Ornak w Tatrach odnotowano w piątek temperaturę minus 27 stopni Celsjusza. Było to najzimniejsze miejsce w Tatrach minionej nocy. Jak powiedziała PAP pracownica schroniska PTTK Ornaku, mimo mrozów turyści docierają do schroniska. „Niektórzy wchodzą, aby ogrzać się przy herbacie, zostają na noc, aby kolejnego dnia wyruszyć w dalszą wędrówkę” – powiedziała i dodała, że w ostatnich dniach zdecydowanie mniej turystów decyduje się na górskie wyprawy.

Najwyżej położone schronisko turystyczne w Polsce na wysokości 1671 m n.p.m. w Dolinie Pięciu Stawów Polskich co dzień przyjmuje zmarzniętych turystów. „Prawdziwym turystom mróz jest niestraszny. Codziennie do Pięciu Stawów docierają turyści, najczęściej od strony Doliny Roztoki i korzystają z uroków tej zimy” – powiedziała PAP gospodyni schroniska Marta Krzeptowska.

W Bieszczadach od początku roku ratownicy grupy GOPR przeprowadzili 14 akcji ratowniczych, dwie wyprawy poszukiwawcze oraz trzy interwencje. W tym sezonie nie było jeszcze ofiar śmiertelnych.

"W Bieszczadach i Beskidzie Niskim mimo ferii nie ma zwiększonego ruchu turystycznego. Jednym z powodów jest m.in. ostatnia fala mrozów" - powiedział naczelnik bieszczadzkiej grupy GOPR Grzegorz Chudzik. "Niskie temperatury powietrza sprawiają, że nawet zajęcia prewencyjne ratowników górskich z młodzieżą wypoczywającą w górach odbywają się w pomieszczeniach, a nie np. na stokach" - dodał naczelnik.

W piątek rano w Bieszczadach było 30 - 34 stopnie mrozu. "Ratownicy pamiętają o warunkach w jakich pełnią dyżury. Pod szczególną opieką mają też sprzęt ratowniczy, który może zrobić niespodzianki podczas tak niskich temperatur powietrza" - powiedział Chudzik.

Mimo mrozu od kilku dni ratownicy bieszczadzkiej grupy GOPR udrażniają szlaki, które zostały zasypane śniegiem lub zatarasowane drzewami.

Służbę pełnią także pogranicznicy. "Funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej m.in. z placówek w Ustrzykach Górnych i Stuposianach, gdzie temperatury powietrza od kilku dni spadają poniżej minus 30 stopni Celsjusza, nie mają łatwo w służbie. Trzeba jednak pamiętać, że zima jest tu zawsze trudna i trwa nawet pół roku, a pilnowanie bieszczadzkiej granicy to wyzwanie dla twardzieli" - powiedziała rzeczniczka BOSG w Przemyślu, mjr Elżbieta Pikor.


<<<    1    2    3    >>>


Źródło: przewodnik.onet.pl